O czym mówią emocje

Czy lubisz swoje emocje? Czy łatwo Ci ich doświadczać wśród innych ludzi?

 Muszę przyznać, że mnie samej niełatwo jest odpowiedzieć na te pytania. Pojawia mi się stereotypowo psychologiczna odpowiedź” „to zależy”.

Emocje łączą mnie z życiem, z tym co dla mnie ważne w danej chwili i co mnie porusza. W tym kontekście je lubię, bo są jak przyprawa – dodają życiu smaku nie dając poddać się monotonii i obojętności. Stan niewzruszenia nie jest mi obcy i nie jest czymś do czego chciałabym wracać. Jednocześnie emocji jest całe spektrum, nie da się wykluczyć tych nieprzyjemnych bez osłabiania przyjemnych doświadczeń. Mają jedno centrum zarządzające, więc nie da się ich rozdzielić i „wyłączyć” tylko części. Dlatego pragnąc doświadczać intensywnej radości, zachwytu, ekscytacji czy szczęścia, godzę się na to, że i mój smutek, złość i rozczarowania będą intensywne. Nie wiem, czy to jest kawałek do lubienia, ale przyjmuję go, bo wiem że to też jest smak życia w kolejnej odsłonie. Z dzieleniem się emocjami jest trochę tak jak z dzieleniem się smakiem, czyli posiłkiem. Nie z każdym i nie zawsze czujemy się z tym komfortowo.

Kiedy jestem z partnerem lub bliskimi przyjaciółmi, którym ufam wtedy dość łatwo jest mi dzielić się moją radością, smutkiem, złością czy rozczarowaniem. Jednak kiedy jestem na ulicy i otaczają mnie tylko nieznajomi – wtedy czasem trudno mi wyrażać nawet swoją radość czy zachwyt, nie mówiąc już o „trudnych” emocjach. Jest w tym jakiś wstyd. Ale właściwie dlaczego?

Wśród bliskich moja otwartość do dzielenia się własnymi uczuciami i przeżyciami wewnętrznymi również się zmienia, np. w zależności od tego w jakim oni są stanie, lub jak intensywna jest moja emocja.

Myślę, że można to zrozumieć przyglądając się roli jaką emocje pełnią w naszym życiu.

W Porozumieniu bez Przemocy, które jest mi bliskie już od ponad 6 lat, emocje traktowane są jako cenne źródło informacji, jako wiadomość o tym, co dla nas ważnego się w tej chwili dzieje. Nic więc dziwnego, że nie jest łatwo dzielić się i ogłaszać te wiadomości w każdych okolicznościach. Przecież kiedy dostajemy ważną informację nie wykrzykujemy jej od razu na ulicy, ani nie rozmawiamy o niej z mało zaufanymi osobami. Dzielimy się z wybranym gronem, biorąc pod uwagę gotowość do przyjęcia wiadomości, a niektóre są przeznaczone tylko dla nas.

I tak samo jest z emocjami. To nasz prywatny czat z potrzebami. Chociaż może czat to nie jest zbyt trafiona metafora, bo emocje czasem potrafią bardzo głośno krzyczeć, żeby wiadomość w końcu do nas dotarła i żebyśmy zajęli się tematem. Czyli czym konkretnie? Zobaczeniem i nazwaniem co ważnego dla nas właśnie się dzieje skoro emocje się pojawiły. Świętowaniem, docenianiem i wyrażaniem wdzięczności kiedy nasze potrzeby są zaspokojone lub szukaniem strategii, formułowaniem próśb, a czasem opłakiwaniem, kiedy odkryjemy, że jakieś ważne dla nas potrzeby wołają o zaspokojenie.

Kiedy odczytamy wiadomość – czyli nazwiemy to na czym nam teraz zależy, intensywność emocji zaczyna spadać – wypełniła swoją rolę. Wiadomość dotarła, a posłaniec może wracać do domu.

Czasem nie jest to jednak takie proste, bo w tym samym czasie przybywa kilku posłańców. Wtedy, żeby rozszyfrować ważne wiadomości z jakimi przychodzą, wspierające jest nazwanie każdego z nich – np. radość, smutek, ciekawość, żal i zapytanie każdego z osobna: „O czym ważnym chcesz mi teraz powiedzieć?”.

Tekst: Gosia Piotrowska
Facebook
LinkedIn
Email